Może lepiej jak dziś nie przyjdziesz, nie zapukasz, nie przekroczysz progu, nie zerwiesz zasłon, nie poczujesz duchoty, nie przychodź dziś, i jutro, i pewnie też pojutrze, bo oto na mojej wyspie zaczął padać deszcz i pada. Możesz zmoknąć, jeśli przyjdziesz – więc moja rada brzmi: nie przychodź, błyskawice, pioruny, kałuże, zimno, nieciekawie. ‘Nie interesujesz mnie, dobranoc’.
Nie przychodź tu, bo zmokniesz i nawet parasol nie pomoże i nawet liście Jabłoni, wierz mi, bo mówię prawdę – wszystko jest tutaj mokre, nic się nie uchowało, nie uratowało. Pada dosyć słony deszcz, idealny na otwarte rany – nie przychodź, bo nie wiem, gdzie bym mogła Cię schować, ukryć przed deszczem – w domu? W domu nie ma dachu spokoju. W sercu? Zgubiłam je i znaleźć nie mogę. W dłoniach? Zbyt dziurowe, wyślizguje się z nich wszystko. ‘Nie jesteś na tyle wyjątkowa, by mnie zachwycić’.
Kalosze pełne wody, ale ja już nawet potrafię chodzić po mojej wyspie, wiem, że pada, już nawet nie czuje dyskomfortu, zaczynam się przyzwyczajać i nawet się śmiać, bez przeziębienia, leków, ciepłej herbaty, czosnku , miodu i gorącego mleka. Widzisz? Skaczę, przeskakuję kałuże. Nawet jest przyjemnie, ale Ty nie przychodź, możesz zagubić się w błocie emocji, ubrudzić smutkiem, przygnębieniem, możesz wpaść w nieciekawy dół, możesz zamoczyć się smutkiem, możesz poślizgnąć się na wczorajszych łzach – a ja tego nie chcę, naprawdę nie chcę.
‘Sama wiesz, jaka jesteś’ – tak, wiem.