Kanały:
Wpisy
Komentarze

odejście na chwilę

Ja się czuję bardzo bezpiecznie, jak jestem sam. Najbardziej. Bardzo mi jest dobrze ze sobą samemu. Ja od razu powiem temu, który mnie odkryje, żeby się na mnie nie gniewał, jak sobie będę odchodził trochę co jakiś czas.

Tych, którzy mnie odkryli proszę o wybaczenie za takie odchodzenie, ale to tylko na chwilę, na moment, by chronić Was, siebie.

a tutaj pada

Może lepiej jak dziś nie przyjdziesz, nie zapukasz, nie przekroczysz progu, nie zerwiesz zasłon, nie poczujesz duchoty, nie przychodź dziś, i jutro, i pewnie też pojutrze, bo oto na mojej wyspie zaczął padać deszcz i pada. Możesz zmoknąć, jeśli przyjdziesz – więc moja rada brzmi: nie przychodź, błyskawice, pioruny, kałuże, zimno, nieciekawie. ‘Nie interesujesz mnie, dobranoc’.

Nie przychodź tu, bo zmokniesz i nawet parasol nie pomoże i nawet liście Jabłoni, wierz mi, bo mówię prawdę – wszystko jest tutaj mokre, nic się nie uchowało, nie uratowało. Pada dosyć słony deszcz, idealny na otwarte rany – nie przychodź, bo nie wiem, gdzie bym mogła Cię schować, ukryć przed deszczem – w domu? W domu nie ma dachu spokoju. W sercu? Zgubiłam je i znaleźć nie mogę. W dłoniach? Zbyt dziurowe, wyślizguje się z nich wszystko. ‘Nie jesteś na tyle wyjątkowa, by mnie zachwycić’.

Kalosze pełne wody, ale ja już nawet potrafię chodzić po mojej wyspie, wiem, że pada, już nawet nie czuje dyskomfortu, zaczynam się przyzwyczajać i nawet się śmiać, bez przeziębienia, leków, ciepłej herbaty,  czosnku , miodu i gorącego mleka. Widzisz? Skaczę, przeskakuję kałuże. Nawet jest przyjemnie, ale Ty nie przychodź, możesz zagubić się w błocie emocji, ubrudzić smutkiem, przygnębieniem, możesz wpaść w nieciekawy dół, możesz zamoczyć się smutkiem, możesz poślizgnąć się na wczorajszych łzach – a ja tego nie chcę, naprawdę nie chcę.

‘Sama wiesz, jaka jesteś’ – tak, wiem.

bez tytułu

Uwolnić bym się chciała z tych więzów ciała, uciec jak najdalej od tego obrazu w lustrze, który widzę co dzień – zmyć ślady samej siebie, odciąć się od swoich myśli, które bardziej mnie przerażają, straszą niż uspokajają. Nie potrafię, próbowałam, ale nie potrafię, nie umiem, nie chcę zaakceptować siebie – po prostu – bycie sobą, nijaką, totalnie inną niż wszyscy widzą boli.

Wypalają mnie myśli, słowa, które kołyszą się we mnie – próbowałam siebie zrozumieć – nie umiem, próbowałam siebie polubić – nie da się.

Chciałabym uciec od tego zgiełku miasta, przepędzić fałsz, zbudzić się w trawie, pod Jabłonią, lekko skrytą w cieniu, z uśmiechem słońca się przekomarzać, szamotać się w jeziorze – sama, na chwilę, dłuższą, krótszą – totalnie bez techniki, cywilizacji – zachłysnąć się wiatrem, wolnością samą w sobie – bez zastanowienia w jaki uśmiech dziś się ubiorę, jakie dodatki w postaci gestów, słów dobiorę.

Stop. Chcę oddychać, spokojnie, łapczywie, chcę zrozumieć siebie.

Niech wiatr przepędzi szare miraże złudzeń, rtęć zakrzepłej krwi – słowa bolą, szkoda, że wypalają wnętrze.